piątek, 15 lipca 2011

Czy w jednej kobiecie może połączyć się uroda ciała i bystrość intelektu?

Działalność wystawienniczą Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie zainaugurowało otwarcie równocześnie kilku wystaw. Szczególnie zaskoczyła mnie prezentująca prace Maurycego Gomulickiego zatytułowana Bibliophilia. Mieści się w przestrzeniach, które zająć ma biblioteka MOCAK-u, zaraz obok Biblioteki Mieczysława Porębskiego. Właśnie. Czy przypadkiem księgozbiór Profesora nie czuje się niepewnie w sąsiedztwie wizerunków porozbieranych nastolatek z książkami?

Pomysł zestawienia młodych, roznegliżowanych dziewczyn z książkami dziwi i drażni, i wzbudza sprzeciw. Dlaczego one w strojach plażowych pozują na tle zbioru bibliotecznego? Ach, prawdopodobnie artysta w tym zestawieniu odkrył jakąś istotę binarnej struktury umysłu i cielesności. I postanowił zająć się pogłębieniem tej refleksji odwiecznie zaprzątującej głowy filozofów. Bo czyż intelekt wyklucza piękne ciało? – zdają się pytać modelki Gomulickiego. Albo czy posiadanie zgrabnej sylwetki i blond włosów ma świadczyć o niewysokim poziomie IQ? 

Porządkując zbiory dziadka, Gomulicki postanowił porozbierać swoje pomocnice i sfotografować je w strojach kąpielowych. Dlaczego w strojach kąpielowych? Czemu nie w bieliźnie albo nago? Więc one najpierw rozebrały się w ciemnym kącie bibliotecznym, ocierając swoje nagie ciała o zgrzebne, stare woluminy, aby następnie przywdziać te stroje kolorowe i w nich stanąć na tle półek. A dziewczęta są ładne, mają wymalowane paznokcie i usta pociągnięte czerwienią. Niektóre pozują dość odważnie, prezentując swoje wdzięki, inne nieśmiało zakrywają się włosami, wyginają, zasłaniają książkami, zginają. Tak wyglądają jakby to były ich pierwsze przygody z pozowaniem artyście. Przypominają mi się sytuacje z akcji Karola Radziszewskiego, których efekty mogliśmy niedawno widzieć w Bunkrze Sztuki – tyle, że Radziszewskiemu udało się swoich chłopców rozebrać do naga. A tu? Nic, co by mogło kogoś zszokować. Gomulicki, bowiem nie zamierzał zdumiewać – pokazał sytuację znajomą i status kobiety w świecie intelektualnym. Albowiem bywa tak, że mężczyzn zachwyca nieporadność i nieśmiałość, i rodząca się seksualność. Że Lolitki są pociągające. A jeszcze bardziej, gdy stoją w bibliotece, która wiekiem i mądrością tchnie. I gdy sięgają po Bataille’a (a proszę zwrócić uwagę: o jakich rzeczach pisał Bataille!) i po Niepokój Różewicza. Tylko, że mam wrażenie, że one zajęte są raczej właśnie tą swoją cielesnością wystawioną na ogląd artysty i nic nie robią sobie z treści zawartych w książkach. Nie widzę na płaszczyźnie prezentowanych fotografii miłości do papieru, do słowa pisanego, nie widzę erotyzmu literatury, ani pragnienia książki, ani żadnych inspirujących emocji. 

Gomulicki w wywiadzie opublikowanym w „Wysokich Obcasach” mówi o dziewczynach: One mają ten raj pod spódnicą. Tak, oczywiście – mają (i wszyscy o tym wiedzą) i na fotografiach artysty są przedmiotami służącymi do osiągania przyjemności. W patriarchalnym, męskim świecie księgozbiorów stoją, niepewne swojej seksualności, nieświadome swojej roli. Artysta opowiada: moje dziewczyny pojawiały się w domu dziadka i były jak pojedyncze, świeżo cięte kwiaty na tych wszystkich bibliofilskich zebraniach, na których bywali sami starsi panowie w marynarkach pachnących kurzem i tytoniem. A jak można je było ucapić gdzieś oparte o półki, to było po prostu świetnie. I świetnie – wszystko jasne. I tak sobie wyobrażam takie spotkania w bibliotece, w których uczestniczą sami starsi panowie, i w których nie uczestniczą te młode kobiety (mimo, że się pojawiają – to nie uczestniczą), tylko wyglądają i pociągają starszych panów, tym co mają pod spódnicą. I one wcale, wedle przyjętego punktu widzenia, nie są po to, aby myśleć lub wyrażać swoje zdanie o literaturze. W materiałach prasowych napisał kurator wystawy Adam Mazur: Kobieta w ujęciu Maurycego Gomulickiego jest nie tylko do patrzenia i zjedzeniaA do czego jeszcze niby? – Na przykład do porządkowania. 

Gomulicki skwapliwie stwierdza, że połączenie seksapilu i urody z oczytaniem nie jest wykluczone. Ależ to, drodzy panowie, przecież wiecie, wierutna bzdura! A ciągle staracie się odkrywać takie skarby – takie wyjątki, które łączą w sobie mądrość i piękno, i jeszcze opowiadać o tym innym niedowiarkom. Śmieszne doprawdy.

1 komentarze:

  1. Pomijając ideę wystawy i jej głębszą ocenę zaskakujące jest na jak powierzchowną analizę biblioteki Mieczysława Porębskiego zdecydował się MOCAK na swoim starcie. Nie najlepiej wróży to instytucji i nie stwarza dobrych perspektyw przed eksploracją dorobku Profesora. Jestem trochę zdegustowany...

    OdpowiedzUsuń