Minionego roku na Placu św. Marii Magdaleny w Krakowie stanęła rzeźba – dość kuriozalny w formie konkurencyjny wobec pomnika Skargi obiekt. Złota postać na czerwonym trójnogu. Zdecydowanie autor nowej rzeźby nie zamierzał odpowiednio wpisać produktu w otaczającą zabytkową przestrzeń. Zresztą jak się niebawem okazało postawienie rzeźby miało wywołać pytania natury prawnej i określoną sytuację nie tyle estetyczną właśnie, co naznaczającą przestrzeń miejską i problematyzującą rolę w niej współczesnego artysty i mieszkańca.
Najwyraźniej Krzysztof Krzysztof, autor rzeźby, skoncentrował się na aranżacji całego zdarzenia, analizując aktualne praktyki upiększania ulic, schodów czy placów w Krakowie i mając na celu ich stygmatyzację. Można by wobec tego wnioskować i przyjmować za z góry zamierzoną właściwość akcji, że forma estetyczna obiektu miała być nieprzyjemna, że rzeźba nietrafiona, nieciekawa wizualnie, formalnie nieudana, że miała w założeniu nie pasować do otoczenia i razić. Bo miała… właśnie wskazywać, że łatwo byle knot w przestrzeni publicznej miasta wystawić. I postawić. I tak zostawić ku zgrozie i wymiotnym odruchom na przykład okolicznych mieszkańców.
Władzom miejskim rzeźba Krzysztofa Krzysztofa zdecydowanie nie przypadła do gustu (jak można było się spodziewać?) i postanowiono napomnieć właściciela i postraszyć karą. Ten jednakże kategorycznie nie wyraził zgody na usunięcie i jak się okazało miał prawo nie wyrażać. Wobec uporu artysty i chyba nieadekwatności prawa do aktualnych pomysłów w zagospodarowywaniu przestrzeni miejskiej Zarząd Infrastruktury i Komunikacji Miejskiej w Krakowie zaproponował inną lokalizację dla rzeźby – dzielnicę Nowa Huta.
Na mieszkańców Nowej Huty znów padł blady strach. Niedawno planowano tam wystawić monumentalny i pełen patosu monument Kuklińskiemu a teraz znów fenomenalny pomysł, aby przenieść i usytuować tam to, co niechciane w zabytkowym centrum.
W wyniku pertraktacji pomiędzy organami władzy a artystą powstała idea zorganizowania Art Sesji – artystycznego projektu, który miał na celu umożliwić twórcom pracę w przestrzeni publicznej miasta. Za koncepcję wydarzenia odpowiedzialny był Krzysztof Krzysztof a współorganizatorem został ZIKIT. W ramach Art Sesji zorganizowano w centrum Nowej Huty plenery dla artystów, którzy przygotowali prezentowane potem tam obiekty. Jak wynika z relacji świadków wiele działań spotkało się z uznaniem publiczności, która m.in. chętnie bawiła się powstałymi formami. Niestety pojawiły się także akty wandalizmu, ale z nich Krzysztof wyciąga pozytywne wnioski: wskazują one bowiem gdzie np. zainstalować kamery, aby poprawić bezpieczeństwo miejsca, jaką przestrzeń przeformułować, oświetlić, naznaczyć, mogą uświadamić artystom jak docierać do publiczności i jak wywoływać pozytywne reakcje i zainteresowanie. Obiekt sztuki ma moc zmieniania wartości, mówi rzeźbiarz.
Zastanawiam się, czy właściwe jest przy okazji podkreślanie (co możemy zauważyć m.in. na stronie internetowej Art Sesji) szczególnej odrębności Nowej Huty od reszty Krakowa? Czy naprawdę ludzie, którzy tam mieszkają inaczej zarabiają i inaczej chcą spędzać wolny czas? Czy poważnie różni się odbiorca sztuki z Prokocimia czy Bieżanowa od odbiorcy kultury z Nowej Huty? Znaczy, że w Nowej Hucie można stawiać te pomniki, których mieszkańcy Śródmieścia nie mogą zaakceptować? Poczucie estetyki i gust mieszkańców tej dzielnicy są tak zdecydowanie inne i potrzeby też?
Na nieszczęście Krzysztof Krzysztof przyznaje, że jego rzeźba z Placu św. Marii Magdaleny zostanie na Placu Centralnym w Nowej Hucie na dwa lata a może jak się uda to na dłużej. A mi się wydaje, że ona zupełnie i w nową przestrzeń się nie wpisuje! Bo nijak koresponduje, ani nawet z Restauracją Stylową, więc jak to zostawić ją chronicznie? I nie pomaga nadanie rzeźbie tytułu Zarathustra, powoływanie się na filozofię Nietschego, którą się wykorzysta i powiąże ze zniewoleniem komunistycznym, ze wspomnieniem Lenina, z kształtem postkomunistycznego świata w kontekście socrealistycznej architektury. Wszystkie te zabiegi nie pomagają w sytuacji zetknięcia się twarzą w twarz z żenującą formą!
Niepocieszeni mieszkańcy Nowej Huty, co możecie teraz zrobić? Zaproponujcie inną lokalizację – może artysta zgodzi się zorganizować sesję artystyczną w innej dzielnicy? Przecież znajdziemy jeszcze bardziej artystycznie i przestrzennie zaniedbane miejsca w Krakowie niż Nowa Huta.
0 komentarze:
Prześlij komentarz