Głupcze, idioty, ty nędzna istoto… Człowieku niedokształcony, którego kondycja o pomstę do nieba woła! Dlaczego, pytam co noc, nękana lękami i potami oblewana, nie zauważysz, że kultura jest strawą Twoją współczesną, duszy i ciału konieczną…
I tak właśnie narzekam, zainspirowana każdorazowo po oglądnięciu programu kulturalno-społecznego w odnowionej ramówce Telewizji Polskiej. Kultura, głupcze – piszą na ścianie twórcy programu a ja kurczę się w sobie na kanapie i zastanawiam, czemu zasłużyłam sobie na takie miano? A może to nie ja? Może nie ja jestem tym adresatem słów wyraźnie wypisanych? Może jacyś inni głupcy, jacyś inni abnegaci tematyczni?
Z samym programem raz jest lepiej, raz gorzej, zależy od zaproszonych gości, tematu. Coś tam uda się mądrej osobie powiedzieć czasem sensownego, mimo że poziom rozmowy nie nastraja. A do tego ten pośpiech, który może niekoniecznie sprzyja edukacji całościowo niewyedukowanych wpatrzonych w odbiorniki telewizyjne.
Jakkolwiek czuję się nieswojo w roli głupca, któremu kulturę chcą mądrzy, zaproszeni do telewizyjnego studia, ludzie zaprezentować, to czasem wciskam play, oglądam i nie przełączam na mecz aż do końca.
Podobno po niedawnych zmianach w ramówce TVP – wprowadzeniu większej ilości programów poświęconych kulturze i w lepszym czasie antenowym, spadła oglądalność telewizji publicznej. Czy wniosek jest nazbyt prosty: bardziej wartościowe przedsięwzięcia trafiają tylko do bardziej wymagającego odbiorcy a tych jest mniej? Pewnie taka jest prawda. Ale też nie odkryję Ameryki stwierdzeniem, że nie należy obniżać poziomu merytorycznego, aby dotrzeć do większej ilości osób zainteresowanych. Tate Modern odwiedza rocznie 7 mln ludzi. W części instytucji kulturalnych w Polsce pracownicy mają nadmiar dobrych pomysłów, ale nieustannie cierpią na niedobór publiczności. Może kampania promocyjna oparta o hasło:
Głupcze przyjdź do nas na wystawę!!!
byłaby rozwiązaniem problemów z frekwencją niejednej placówki?
Signum Temporis. Jeśli myślimy np. o zorganizowaniu poważnego spotkania, podczas którego będziemy w gronie zaproszonych specjalistów analizować poezję współczesną jakiegoś kraju, najlepiej wydarzenie pasować na Festiwal Poezji a do przyjścia zachęcić ludzi obietnicą poczęstunku chleba i wina. Oczywiście należy także sprowadzić jednocześnie kilka sklepów, otworzyć stoiska i kram – potrzeba konsumpcji jest nieustanna. Nęcenie atrakcyjnym towarem w promocyjnej cenie – przyjdź i kup a przy okazji postaramy się wepchnąć Ci do główki kilka informacji ze świata sztuki!
Tłumaczyć, opowiadać, edukować, uświadamiać, namawiać, przekonywać – świetnie, ale ważne jak. Podczas spektaklu Kupiec Mikołaja Reja w Teatrze Starym w Krakowie, możemy wysłuchać ciągu sensownych odpowiedzi udzielonych podczas wywiadu. W tym samym czasie, gdy słuchałam wielce rzeczowych opowieści wydobywających się z głośników o tym, dlaczego Kupiec, jaka filozofia, jaki światopogląd, że niemożliwy do wystawienia, że długi, że mądry i dlaczego… patrzyłam na dwójkę aktorów, którzy wcielają się w rolę dyskutantów i bez słów sprowadzają całą refleksję do błazenady. Udzielający odpowiedzi przemieniają się na naszych oczach i w naszych umysłach w przemądrzałych pyszałków, megalomanów, zadufanych mądrali. Wygłaszają te wszystkie mądre kwestie, jednocześnie zdając sobie sprawę ze swojej pozycji. Jakkolwiek słuszną wydaje się rola przewodnika po meandrach kultury, to chyba każdy doświadczył momentów, że znieść nie może tej emanującej z każdego gestu głosiciela rozumności.
I mówić i edukować, tylko nie wcielać się w wielce fantastycznego, zmanierowanego, dużo-mówiącego o prawdach absolutnych, reklamującego swoją genialność twórcy projektu, który ma na celu edukację społeczeństwa. Bo rasa ludzka takich edukatorów z reguły nie słucha. Więc kropka.
0 komentarze:
Prześlij komentarz