poniedziałek, 21 listopada 2011

Partnerstwo dla pokoju

Trudno jest mi sobie wyobrazić związek nie oparty na partnerstwie, równym podziale obowiązków i przyjemności. Albo raczej nie mogę sobie wyobrazić, że taki miałby funkcjonować, gdy dwoje tworzących go ludzi ma wyższe wykształcenie i oboje pracują… Bo w przypadku każdych innych warunków jest już dużo więcej komplikacji. I rozumiem, że niełatwo zbudować związek oparty na partnerstwie, gdy oni mieszkają na wsi a tylko on pracuje zawodowo i mają dziecko. I jak ma podział obowiązków wówczas wyglądać? On chodzi do pracy i wraca zmęczony a ona zajmuje się domem i dziećmi. Partnerstwo zakłada równy podział obowiązków i jednakowość możliwości, więc to byłby podział, tylko czy na pewno wywalczony przez samych zainteresowanych i nie przymusowy? Zasadniczo problem pojawia się, kiedy zastana sytuacja nie jest rezultatem negocjacji partnerów ani nie wynika z uświadomionych i indywidualnych potrzeb, ale z warunków społecznych, politycznych czy kulturowych. Kiedy podczas podejmowania decyzji czynnikiem decydującym są finanse rodziny, nie mówimy już o wolnych wyborach – wolny wybór jest uzależniony od uwarunkowań materialnych.
Mężczyzna zarabia więcej (nawet w instytucjach publicznych i placówkach kulturalnych, mimo że w nich pracuje więcej kobiet albo właśnie dlatego), więc on pracuje a ona zostaje w domu, bo opiekunka kosztuje tyle co jej pensja, bo w okolicy nie ma przedszkoli, bo rodzina przyjmuje za fakt oczywisty, że to ona będzie opiekować się domem, albo ostatecznie w niej „dochodzi do uwewnętrznienia potrzeby opieki nad ogniskiem domowym”.
Niezwykle ważne jest instytucjonalne zaplecze – zwróciła na to uwagę Izabela Grabowska 17 listopada na spotkaniu w Gazeta Cafe w Krakowie. Podczas procesu negocjowania równego podziału obowiązków i własnych przestrzeni w związku bardzo często na decyzje ma wpływ brak odpowiedniego zaplecza instytucjonalnego potrzebnego do wychowywania dzieci oraz nierówne traktowanie kobiet i mężczyzn na rynku pracy. Ważna wówczas jest umiejętność wsłuchiwania się w indywidualne potrzeby i przekonania na przekór stereotypom, społecznym i kulturowym schematom i utartym strukturom. Wszystko razem wydaje się oczywiste w tym ogólnym zarysie, ale jakże skomplikowane przy całym uwikłaniu psychologiczno-społecznym jednostki.
Też 17. listopada, ale w MOCAK-u zadano pytanie: Czy Kraków potrzebuje Muzeum Kobiet?
Czy analogicznie można odpowiedzieć, że zaplecze instytucjonalne jest ważne i potrzebne? Mogę sobie wyobrazić sensowną instytucję, która czerpiąc z równościowych idei Muzeów Kobiet będzie podejmować wszystkie te ważne dzisiaj w perspektywie różnic płci problemy kulturowe, społeczne i polityczne, i będzie to robić w sposób dalece nowoczesny, realizując jakąś niestandardową formę współczesnego muzeum, ale zdecydowanie nie mogę przyjąć, że sensowne byłoby tworzenie muzeum sztuki tworzonej przez kobiety z żeńskimi narządami płciowymi.

0 komentarze:

Prześlij komentarz