Kraków: 120 milionów długu, jeszcze co najmniej 3 lata kryzysu, w najbliższym czasie likwidacja Młodzieżowych Domów Kultury, [Podobno nie likwidacja wprawdzie, tylko restrukturyzacja, ale pomińmy ten drobny szczegół, bo dla utrzymania w napięciu czytelnika mojej mary sennej będzie lepiej, jeśli przyjmiemy, że unicestwienie.] oraz wybranych placówek edukacyjnych. Generalnie pieniędzy brakuje na wszystko: na dokończenie dróg w budowie, na komunikację publiczną, na stadiony, na instytucje kultury, na edukację.
Rok 2011 dla pracowników sektora kultury był dość szokujący, ale w bieżącym będziemy mieć już lepsze samopoczucia – podsłuchałam rozmowę koleżanki w pracy: powiedziała, że w 2012 będzie gorzej, nie przejmuje się jednak, bo się przyzwyczaiła. Jednym słowem dajmy sobie spokój, porzućmy mrzonki o misji, o roli sztuki i edukacji etc., zajmijmy się sobą, czytajmy książki, pomagajmy zwierzętom, oglądajmy telewizję, spędzajmy więcej czasu jedząc, pijąc, śpiąc… [fragment apelu do ludzi kultury].
Rok 2011 dla pracowników sektora kultury był dość szokujący, ale w bieżącym będziemy mieć już lepsze samopoczucia – podsłuchałam rozmowę koleżanki w pracy: powiedziała, że w 2012 będzie gorzej, nie przejmuje się jednak, bo się przyzwyczaiła. Jednym słowem dajmy sobie spokój, porzućmy mrzonki o misji, o roli sztuki i edukacji etc., zajmijmy się sobą, czytajmy książki, pomagajmy zwierzętom, oglądajmy telewizję, spędzajmy więcej czasu jedząc, pijąc, śpiąc… [fragment apelu do ludzi kultury].
Projekt tegorocznego budżetu Krakowa przyznaje mniejsze niż w 2011 roku środki większości instytucji kulturalnych. W przypadku większej części z nich pieniędzy jest tyle dokładnie, aby pokryć koszty utrzymania budynków – siedzib placówek i wypłacić jakieś pensje pracownikom. Na robienie czegokolwiek, co można by nazwać ambitnym wydarzeniem kulturalnym, już żadnych środków nie ma. Zdarzają się w ramach przewidzianych budżetów określone kwoty na realizację wyznaczonych z góry „priorytetowych” celów…
Możemy zaobserwować różne działania miasta o charakterze oszczędnościowym. W tym roku nie było sylwestrowej imprezy na Rynku Głównym. Były natomiast fajerwerki – i po co? – pyta moja Mimi. Po co te fajerwerki i komu, na co mają służyć? Byłoby zdecydowanie lepiej zamiast na nie, wydać publiczne pieniądze choćby na zwierzęta w schronisku.
W kuluarach, mogę przypuszczać, prowadzone są, jak udało mi się z jednych ust usłyszeć, rozmowy o projektach wyjścia z zastanej sytuacji. Jest taki pomysł, aby zlikwidować, co tylko się da. Z tych likwidacji pozostaną wolne środki, którymi można zapchać wybrane dziury. Mamy aktualnie już MOCAK w Krakowie, którego potrzeby finansowe zapewne są duże, a skoro go mamy, można zlikwidować inne instytucje zajmujące się sztuką i wystawiennictwem. Pewien krytyk napisał w niekoniecznie przemyślanej recenzji, że kadra MOCAK-u w glorii i chwale przebywa za Wisłą. Przypuszczać, zatem można, że spiszą się doskonale, niosąc kaganek sztuki współczesnej. Pozostałe instytucje odpowiedzialne za popularyzację i prezentację sztuki nie są potrzebne, warto wobec tego zlikwidować wszystkie finansowane ze środków miejskich. Dalej: mamy w Krakowie kilka teatrów – jaki sens jest utrzymywać aż tyle? Podejrzewam, że orzech trudny do zgryzienia, który zostawić. Jak jeszcze zlikwiduje się Ośrodki Kultury, zostawiając jedną tego typu placówkę (najlepiej oddaloną od centrum, aby służyć decentralizacji oferty kulturalnej), to będziemy mogli zbudować jeszcze jeden stadion. [Ach, dobrze zostawmy wreszcie te stadiony].
Co jednak dużo ważniejsze, nastaną wówczas czasy jednorodnej wizji kultury, jednego gustu w dziedzinie tego, co jest wartościowe, co warto pokazywać, których artystów prezentować, których chwalić, których zepchnąć w niebyt. Jedna prawda, jedna instytucja, jedna władza, zjednoczeni mieszkańcy miasta, kibicują jak jeden mąż jednej drużynie z Krakowa.
Mimi prosi o więcej zadbanych trawników w 2012 roku w Krakowie, bo są takie skwerki zapomniane, zarośnięte chwastem, otoczone metalowym ogrodzeniem na metr wysokości, które można by wykorzystać na wałęsanie się. A tak da się tam tylko śmieci wrzucać. Mimi pyta, po co nam takie kawałki pseudozieleni w przestrzeni centrum miasta, gdzie i tak za dużo trawki nie ma.
OdpowiedzUsuń